Mrówki w natarciu :) czyli rozwój kolonii

Pierwsza kolonia mrówek padła, w sumie nie wiem dlaczego… Od początku „dziwnie się zachowywała”, ale stwierdziłem to dopiero po czasie.

Postanowiłem spróbować raz jeszcze, pocztą przyszłą następna królowa z około 10 robotnicami Lasius niger. Zamawiając miałem trochę mieszane uczucia, skoro udało mi się wykończyć pierwszą kolonię w miesiąc czasu, to nie miałem pewności czy drugiej też nie wykończę.

Pierwszą niespodzianką było to, że na mrówki musiałem czekać ponad miesiąc. Sprzedawca wystosował krótkiego maila, że dopóki warunki pogodowe się nie zmienią (ryzyko mrozów) to mrówek nie wyśle, takie zastrzeżenie było też na jego stronie internetowej. Mrówki w końcu doszły i ku mojej uciesze wyglądały na zdrowe, już po pierwszych paru dniach było widać różnicę pomiędzy tą kolonią a poprzednią. Te były bardziej żywotne, momentalnie spenetrowały całe formikarium. Poprzednie sprawiały wrażenie ospałych i osłabionych. Wywaliłem je z próbówki i już po paru godzinach rozgościły się w części gniazdowej.

Ponieważ moje formikarium okazało się niezbyt szczęśliwe (jest za duże w stosunku do tak małej kolonii i do tego gatunku), mogę obserwować tylko częściowo ich zachowania, gdyż wiele ścieżek jest częściowo zasłoniętych. Ale na widoku mam małą komorę z kokonami, naliczyłem ich ponad 20, zauważyłem też jak jedna z robotnic przenosiła larwę. Dodatkowo w drugiej komorze widać sporo jajeczek. Jest też kilka mrówek które jeszcze się do końca nie wybarwiły, czyli niedawno się „urodziły”. Nie opuszczają gniazda, więc ciężko stwierdzić ile tych młodych tak naprawdę jest. Reasumując mrowisko się rozwija.

Karmienie mrówek…

Tutaj miałem nie lada problem z białkiem. Ponieważ hodowli mącznika pozbyłem się gdy poprzednia kolonia padła, zastanawiałem się nad białkiem. Gdzieś kiedyś czytałem, że mrówki generalnie jak coś im nie służy to tego nie ruszą… więc postanowiłem podsunąć im trochę produktów spożywczych które mam w lodówce. Czyli kawałek szyneczki i jajeczka, widać było że jedzą, ale bez entuzjazmu. Któregoś dnia robiłem kurczaka w sosie curry, więc sprezentowałem im kawałeczek surowego kurczaka. I to chyba był strzał w 10, zbiegło się ich 5-6 i wszystkie zaczęły pobierać pokarm. Czyli skoro zapotrzebowanie na białko jest, królowa na pewno nadal czerwi i larwy są dokarmiane. Czekam niecierpliwie na wiosnę żeby móc im trochę „świeżego” pokarmu podrzucić. Zastanawiam się też nad hodowlą owocówek na potrzeby karmowe.

Niestety zdjęć na razie żadnych nie mam, muszę popracować nad techniką 😉 może niedługo coś będzie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *