Życie bez facebooka – słowo wstępu

Dziś zawiesiłem swoje konto na FB, jak wynika z relacji znajomych „przestałem istnieć”. Więc pierwsze spostrzeżenie, likwidując konto na FB nie tracimy znajomych.  Dodatkowo mam zaproszenie na piątkową popijawę i na spotkanie przy kręglach, gdzie nie wypłynęło to z  facebooka. Czyli można być nadal społecznym i spotykać się z ludźmi, nie posiadając FB.

Dlaczego? Z pewnością to pytanie będzie się nieraz pojawiać, nieraz pewnie z małym szantażem „skoro Cię nie ma na FB to nie istniejesz”. Zauważyłem, że z jednej strony zacząłem oddalać się od ludzi, w szczególności jest to bolesne w przypadku osób na których mi naprawdę zależy. Zapełnimy czas obserwując kolejne powiadomienia, przeglądając kolejne tablice, prowadzimy konwersację z ludźmi z którymi niewiele nas łączy. Stwarza to pozory życia społecznego które jednocześnie zaczyna wypierać prawdziwe znajomości i przyjaźnie.

Zapominamy o tym, że za tym wszystkim stoją ludzie. I mówiąc ludzie, mam na myśli ludzi wraz z ich wadami, ograniczeniami i problemami, a nie tylko lajki komcie. Gdyż profilowe wydmuszki w żaden sposób nie odzwierciedlają człowieka. Wygląda to jak teatr lalek, tworzymy sobie laleczkę która się uśmiecha, pociągamy za sznurki, udajemy że ta lalka to nasza osoba, jednak nie jest to prawdą. Przyglądamy się tym wszystkim lalkom z góry, marząc, zło-wieszcząc, porównując i oceniając. Zaklinamy rzeczywistość w zakłamanie.

Oczywiście, poprzez FB można również poznać ciekawe i interesujące osoby. Ale przecież nie jest to jedyny sposób, a nawet nie jedyne medium internetowe.

Tyle przemyśleń na początek… CDN